Ciasto, które nas wiąże

Ciasto, które nas wiąże

Nie ma wątpliwości, że moja babcia Eva Epstein (z domu Freedman) przyciągnęła uwagę. Zawsze miała loki, gęsty róż na policzkach, jasną szminkę i ulubioną biżuterię. W sercu jej domu często znajdowano ją z ręcznie robionym fartuchem — z hasłem „pocałuj kucharza” lub ozdobionym cyrkoniami — zawiązanym wokół talii i na wierzchu lśniącego nowego stroju, popijając bezcukrową lemoniadę podczas mieszania ciasta, smażony sznycel i gotujący rosół na rozgrzanej kuchence, co daje wystarczającą ilość jedzenia, by wyżywić armię.

Była stereotypową żydowską babcią i bardzo mi się to podobało. Napełniła nasze talerze górami jedzenia długo po tym, jak ogłosiliśmy, że jesteśmy wypchani, kwestionując naszą miłość do niej, gdybyśmy nie mieli „tylko trochę więcej”. Przynosiła nam domowe smakołyki, takie jak jej słynne bułeczki cynamonowe i mohn (makowe) pliki cookie jako podręczne w trakcie lotu, aby nas odwiedzić.

Eva była petardą. Była Kanadyjką pierwszego pokolenia, córką ukraińskiego imigranta, który uciekł przed pogromami i udał się do Kanady na początku XX wieku, aby żyć na preriach wiejskich Saskatchewan. Eva była jedną z czterech sióstr (w tym jej identyczną bliźniaczką) wychowaną przez Fredę, nieustraszoną matkę, która wyrobiła sobie markę handlując futrami z Kompanią Zatoki Hudsona. Moja babcia poznała i wyszła za mojego dziadka Louisa i spędzili blisko 70 lat, wychowując razem rodzinę i opiekując się wnukami.

Każdego lata, w wieku od 7 do 11 lat, moja siostra i ja byliśmy wysyłani jako nieletni bez opieki, aby latać i spędzać 10 dni w „obozie babci i dziadka” na obrzeżach Vancouver. Wtedy rozumiałem, że to święto dla mojej siostry i dla siebie, ale teraz zdaję sobie sprawę, że było to bardzo potrzebne wytchnienie dla moich rodziców. W tym czasie wyruszyliśmy na wycieczkę po Vancouver, jedząc drogę przez miasto i przepełnioną zamrażarkę mojej babci. Zbieraliśmy maliny z lokalnej farmy, gotowaliśmy jagody w słodki i lepki dżem, mieszaliśmy i nabieraliśmy ciasto na ciasteczka, a następnie używaliśmy naparstek do wcinania ich w ciasteczka z odciskiem kciuka, zwijane z pokruszonymi orzechami włoskimi i nadziewane dżemem malinowym, który zrobiliśmy dzień wcześniej. Siadałyśmy z siostrą przy ich kuchennym stole i kroiłyśmy w delikatny smażony sznycel z kurczaka (jej popisowe danie) i wbijałyśmy się w tłuczone marchewki i ziemniaki babci. Chętnie wgryzaliśmy się w idealnie zwinięte bułeczki z chałką, dopełniając posiłek domowymi krówkami i bajglami z cukrem — lub nic, jak ich nazwaliśmy.

To właśnie w tych chwilach, kiedy patrzyłem, jak moja babcia unosi się nad rozpalonym piecem, z ściereczką (lub shmatte) na ramieniu, w fartuchu, a nie z lokami nie na miejscu, wiedziałem, że mnie kocha, a ona pokazała mi dokładnie jak, na swój własny, wyjątkowy sposób.

Jeśli kiedykolwiek widziałem moją babcię z książką, to było Przyjemności Twojego procesora przez Noreen Gilletz; każdy egzemplarz miał pożółkłe kartki i podarty segregator. To nie była tylko książka kucharska. Była to skarbnica rodzinnych przepisów, sekretów, prasowanych kwiatów z jej ogrodu, a co najważniejsze, zgrabnych napisów na prawie każdej stronie z dodatkami typu „bissel z tego czy tamtego”, aby nadać przepisom swój własny charakter. Po jej odejściu dostałem tę książkę i kiedy przerzucałem strony jej kulinarnych przemyśleń, jej obecność wyskakiwała z kart, szczególnie na marginesach i zawsze między fałdami ciasta.

Kiedy pierwszy raz przywiozłam mojego (teraz) męża na spotkanie z babcią, chciałam podzielić się swoją miłością w najlepszy możliwy sposób. Razem we trójkę ugniataliśmy i składaliśmy dziesiątki kreplach, czyli klusek do zupy, w zgrabne trójkąty, podczas gdy ona dzieliła się swoimi wspomnieniami z dorastania na kanadyjskich preriach, szczypiąc nasze punimowie pomiędzy fałdami.

Dopiero gdy przeczytałem o Pięć języków miłości (z polecenia mojego rabina przed ślubem), że zrozumiałam, dlaczego babcia karmiła nas tak, jakby to był nasz ostatni posiłek na ziemi. Książka opisuje pięć języków, które można dawać i wolą otrzymywać w dowolnym związku od fizycznego dotyku, słów afirmacji, jakości czasu, czynności służbowych i otrzymywania prezentów. Po przeczytaniu doszedłem do wniosku, że w sercu mojej babci było nie tylko pięć języków miłości, ale jej własny, szósty język miłości karmienia. Wśród wielu rzeczy, które po niej odziedziczyłem (w tym moją posturę fizyczną i miłość do dobrych targów) jest mój język miłości do karmienia innych. Eva głęboko we mnie zaszczepiła miłość do jedzenia. Mam stałe, obrotowe drzwiczki resztek wyrzucanych z kuchni, biegania na chałkę i posiłków dzielonych z nowymi i starymi znajomymi.

Po śmierci mojej babci w 2018 roku (na krótko przed Rosz Haszana) mieszkałem w Londynie. Biorąc pod uwagę czas jej odejścia i zbliżające się święto, nie mogłem cofnąć się w czasie na pogrzeb, który zgodnie z żydowską tradycją musi odbyć się w ciągu 72 godzin. Biorąc pod uwagę bliskość wielkich świąt, oś czasu została jeszcze bardziej skrócona. W ciągu jednego telefonu moje serce rozpadło się na milion małych okruchów i byłem sam na innym kontynencie, aby je odebrać. Bez zamknięcia Shivy z bliskimi, zastanawiałem się, jak mógłbym ją uhonorować.

Mój mechanizm radzenia sobie? Ugniatać, zwijać, składać i kształtować kreplach, płynąc strumieniami łez, jednocześnie zastanawiając się nad lekcjami, których mnie nauczyła, i jak jej dziedzictwo żyje w moim jedzeniu i zbliża mnie do judaizmu. Dzięki niej poznałem znaczenie miłości w fałdach kreplach, w zawiłościach chałki i między spiczastymi rogami hamantaschen. Kontynuowałam tradycję mojej rodziny, formując, piekąc i wyrastając ciasto, starając się zachować pamięć o niej. To przez jej ciasto przyjechałem świętować żydowskie święta i to, co je wyróżniało. Każde święto miało swoje specjalne dania i smakołyki, od okrągłej chałki Fredy, przez hamantaschen z makiem na chlebie, po szarlotkę z dżemem morelowym. To właśnie te kawałki ciasta połączyły mnie z moją wiarą i pomogły mi uhonorować silne kobiety, które były przede mną.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.